Excerpt for Purpurowe Wiersze (Polish Original Version) by , available in its entirety at Smashwords












PURPUROWE WIERSZE



BY



FILIP ‘MITHGANDIR’ LIEBERT



SMASHWORDS EDITION

This ebook is licensed for your personal enjoyment only. This ebook may not be re-sold or given away to other people. If you would like to share this book with another person, please purchase an additional copy for each recipient. If you’re reading this book and did not purchase it, or it was not purchased for your use only, then please return to Smashwords.com or your favorite retailer and purchase your own copy. Thank you for respecting the hard work of this author.





© 2017

SPIS TREŚCI

Poeta-Elekt

Fioletowa Chmura

Piorun

Ozony

Moment Świadomości

Na straty

Oda do świnki

Stok wartości

Kapitał niespołeczny

Osiem mieczy tarota

Neoneologizm

Smak książki

Wśród pajęczaków

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w deszczu

Na dnie dachu

Pan Łakoć

Ile?

Binarny i szesnastkowy

Duch

World of Warcraft





Poeta-Elekt

Nigdy nie było mi dane być poetą,

dlatego napisałem ten kpiny tom.

Czy na tej kartce jest mój dom?

Chyba każdy szukał po kątach,

jednak wciąż myśl gdzieś się pląta.

Nawet gdy rano jest piąta,

ja już nie pamiętam wczorajszego produktu.

Tak właśnie rozpocząłem karierę,

pseudo-poety tzw. zerem.

Intuicja niech mi Sterem.





Fioletowa Chmura

Czemu ludzie lubią patrzeć na burzę?

Czemu chmury burzowe są zwykle czarne i duże?

Po co w trakcie nawałnicy grad spada z nieba?

Czy jest w tym jakaś szczególna potrzeba?

Wszystkim kierują zjawiska fizyczne.

Do tego dodajmy reakcje chemiczne.

Dlaczego właśnie takie, a nie inne?



Meteorologia plus sprzętów masa,

W kosmosie gmach stacji i stado satelitów.

Odyseja kosmiczna już się rozpoczęła.

Krucjata prognozy przyszłości.



Pamiętam jak w czasach liceum,

siedziałem w zatłoczonej klasie.

Za oknem widniało widmo fioletu zza chmur.

Taka beztroska. Piękna. Burza.





Piorun

Energetyczny pocisk ma wiele amperów.

Natychmiast uderza w wybrane miejsce.

Przedziera się przez atmosferę i domy.

Nieokiełznany jest i szalony.

Zeus.



Niektórzy również potrafią go utrzymać.

W tęczówkach niegdyś przebywał.

W sercach ludzkich się pojawia.

Ręce rozrywa lub do pracy je porywa.

Ma charakter choleryka.

Impulsywny jest.



Po co dawać komuś jego imię,

skoro sam już został kiedyś nazwany?

Czy metaforyczne ujęcie pioruna,

nie jest motywem zbyt oklepanym?

Pomysły ludzi są dla mnie zjawiskiem niesłychanym.

Stąd też, idę nazwać mojego kotka Woltomierzem.





Ozony

Ozony, jaki jest sens Waszej ochrony.

Ozony, ten Świat jest spaczony.

Ozony, środowisko umiera.

Ozony, fabryka Was zżera.

Ozony, ultrafiolet nadchodzi.

Ozony, mutant się rodzi.

Ozony, temperatura się zwiększa.

Ozony, Wasza bariera się zmiękcza.

Ozony, macie pociągający zapach.

Ozony, strzeżcie się lodówki.

Ozony, hołd za poległych - wierszem Wam oddaję.

Ozony, efekt cieplarniany.

„Ozony, farmazony.”

Ozony, Ozony.

Ozon, bez człowieka.





Moment Świadomości

Po raz pierwszy usłyszałem o świadomości,

gdy spojrzałem na moje dłonie.

Tak zwyczajnie, naturalnie.

Szedłem do sklepu po zakupy,

gdzie minąwszy gęste ludzi grupy,

zobaczyłem swoje własne ręce.

Niosące siatkę z bułkami.

W jakim celu są mi one?

Nie znam na to odpowiedzi.

Oczy patrzą, mózg w czaszce dalej siedzi,

a ja szukam rozwiązania – mojego zadumania.



Wtedy myślę - po co żyję.

Po co chudnę, po co tyję.

Czemu praca, czemu Polska.

Nagle zaczynam rozumieć.



Po raz pierwszy widzę Słońce, oglądając je po raz kolejny.

Promienie słoneczne.

Przedzierające się przez zielone, wiosenne liście drzew.

Ten unikalny moment, w którym dowiaduję się o swoim istnieniu.

By przyziemne sprawy pozostawić w zapomnieniu.

Kocham Cię miłościwy Boże.

Za ten moment. Za to uczucie. Kreatywności.





Na straty

Wszystkie prezenty spisałem na straty.

Czy mam gdzieś jeszcze autko od taty?

Czarny Cadillac lub chyba Chevrolet.

Mój na kapiszony pistolet.

Pocztówki i kartki urodzinowe.

Różnorodne, kolorowe.



Bez znaczenia są te przedmioty.

Momenty pragnień, uciechy, tęsknoty.

Prawdziwym znaczeniem była historia,

w czasoprzestrzeni zapisana.

Idea tych zjawisk fizycznych jest mi nadal nieznana.



Jest jednak pewna stara zabawkowa strzelba - na straty spisana.

Zostawiłem ją w szkolnej szatni, podczas wycieczki klasowej.

A Ty ją zabrałeś, rodzinną pamiątkę - pieprzony złodzieju.

Nie życzę Ci aby okradli Cię,

tak jak Ty okradłeś mnie.

Życie jest zbyt krótkie,

abym na straty spisał Cię.





Oda do świnki

Kawał ciastka na podłodze,

Ja nie jestem w żadnej trwodze.

Znów w kopytku mam następne,

na kolejne lepiej zerknę.



Śliczna, słodka, różowiutka,

Taka tłusta i mięciutka.

Moja mała świnka, chrum.

Nawet mi nie przeszkadza,

jeśli trochę śmierdzi.

A wiecie dlaczego?

Bo świnki są sympatyczne.

Świnki są mądre.



Dlatego jedzcie tylko krowy.

Przecież ktoś kiedyś powiedział: „Głupia krowa”.

Podczas gdy przebiegłe osoby nazywano „Świnią”.



Tylko ja nawet tu mam problem.

Dla niektórych krowy są święte.

I co teraz? A co z małpą lub osłem?

(Po napisaniu - rozpocząłem obierać pomarańczę,

zamiast przygotowania polędwicy na kolację.)





Stok wartości

Spływa po mnie empatia,

a zaraz po niej altruizm.

Unoszę się ponad infantylność,

aby stoczyć się z pejoratywnym gestem.



Egocentryzm znów na horyzoncie,

egoizm pod nogami mi się plącze.

Po lewej stronie widzę współczucie,

z prawej rozściela się bezlitosna apatia.



Znowu wznoszę głaz na wzgórze,

me nadzieje są zbyt duże.

A inteligencja emocjonalna płacze.



Taka jest właśnie emancypacja wartości.

Od skóry do kości.

Wchodzę po raz kolejny.

Zbity z tropu.

Na stok wartości.







Kapitał niespołeczny

Korea Północna, godzina 7 rano.

Dzieci wychodzą pracować razem z mamą.

Korea Północna, godzina 10.

Dzieci pracują od kąta do kąta.

Godzina 12, już chwila przerwy.

Dzieci pracują jednak bez przerwy.

Godzina 15, pracy ciąg dalszy.

W głośnikach rozbrzmiewa głos propagandy.

Godzina 17, czynność ta sama.

Jednostka ludzka strachu, nawet gdy jest mama.

Godzina 20, czas odpoczynku.

Dzieci głodują, a matka poszła do szynku.

Czy tak wygląda kapitał niespołeczny?

Zdecydowanie, nikt nie będzie sprzeczny.

Świat patrzy nie robiąc nic.

On też jest niespołeczny.





Osiem mieczy tarota

Wróżbita macha kartami,

niczym pijany kapitan za sterami okrętu przewożącego trociny.

Żeby mało było w tym kpiny,

wmawia wszystkim o tym, że widział złote morświny.



Zróbmy teraz duszy oczyszczenie.

Spełni się każde Twoje marzenie.

Rodzina będzie zdrowa, miłość się odnajdzie.

A jednak nie, przepraszam, za dwa lata coś Cię najdzie.



Finanse, jak to zwykle bywa,

karta trzech denarów coś tam wykrywa.

Dżin z lampy wypływa w formie gazowej.

A jednak nie – ktoś miał chyba wzdęcie.



Ponad dwadzieścia złotych za jedną minutę liczy.

Za te pieniądze swe wyssane z palca kłamstwa ćwiczy.

Mówiąc krótko – kawał dziczy.





Neoneologizm

Neon rozświetlił mi drogę, gdy jechałem samochodem.

Od epikureizmu do hedonizmu, świeci się intensywnym kolorem.

Neon czyli Neoneologizm. Neologizm XXI neowieku.

Nie chcę mi się tego wyjaśniać, neoletargiczny jestem dzisiaj.

Więc po jednym neosłowie.

Neoauta.

Neosamoloty.

Neotechnologie.

Neostrady.

Neopokarmy.

Neomoda.

Neouroda.

Neoprzedmioty.

Neowartości.

Neocnoty.

I inne neoklamoty.

Neoinnowacje.

Te ostatnie powielane niczym polimery w pięknych związkach chemicznych,

stanowią problem dzisiejszych sfer społecznych i publicznych.

Aby nie wchodzić co dopiero w kwestię spraw politycznych,

innovatio uznaje się za zaginione.





Smak książki

Drogi czytelniku,

doskonale wiem, jak wyjątkowe masz uczucie wchodząc do biblioteki.

Gdy w Twoich nozdrzach widnieje woń starożytnych stron.

Zdywersyfikowane tomy leżą tak słodko na półkach,

W oczekiwaniu aż sięgniesz po nie.

Tak często brakuje mi tego smaku z dawnych lat,

gdy istniał ówczesny świat.

Jak wielkie szczęście, że wciąż jeszcze są wśród nas,

tak smakowite, pyszne i apetyczne.

Byłem w bibliotece i najadłem się do syta.

Zdarzało mi się nawet przejeść, a grzechu nie było.

Grzechem byłoby nie skosztować.





Wśród pajęczaków

Mroczna knieja zgęstniała w szarych sieciach,

obślizgłych, tłustych i włochatych pająków.

Widzę cienie ich odnóży, blask ich mnogich oczu.

Udałem się do czeluści, lecz nie zawołam ratunku.

One mają uszy, mogą mnie namierzyć.

Zaraz im ucieknę – tak zacząłem wierzyć.

Wyglądają na głodne i jadowite.

Uciekam z otchłani, wybiegam za drzwi mieszkania.

Tam pajęczaków jest od cholery.

Uciekam, biegnę, gdy są tuż za rogiem.

Dopadają mnie w ciemnym zaułku, dosięgając mnie lepkim odnóżem.

Czekam na trucizny przeszycie, po czym…

Doznałem olśnienia.

Wyciągnąłem jednego z kieszeni.





Prawdziwych przyjaciół poznaje się w deszczu

Pochmurne niebo, szmer i szum opadów,

zimne krople spadają na wszystkie naziemne obiekty.

Byłem sam, na środku chodnika,

a Ty stałaś w deszczu.

Trzymałaś pluszową sówkę.

Dałem Ci ją dziesięć lat temu.

Dekada niewiedzy, dekada straty i zapomnienia.

Żadnych słów, ani wspólnej chwili.

Tyle pytań ciśnie się po ustach.

Lecz my nie musimy nic mówić.

Woda rozkosznie spływa po Twoim nosku.

A Ty nieśmiałym spojrzeniem uśmiechasz się do mnie.

Oczy zielono-brązowo-niebieskie znów rozpaliły się płomieniem.

Mój brąz tęczówek odpowiedział na Twoje westchnienie.

Wtulam Cię w ramiona bez słowa,

mojego największego przyjaciela.

Tak sobie we troje stoimy,

ja, Ty i pluszowa sówka.

Moknąc doszczętnie na deszczu.

Miałem taki sen.





Na dnie dachu

Na strychu znajdowała się studnia.

Na dnie studni znajdowało się okno.

Właśnie tam postanowiłem zamieszkać.

Tyle.



Pan Łakoć

Esencję z samych węglowodanów zamiast krwi posiada.

Kolejną tonę cukierków każdego dnia wyjada.

Na śniadanie naleśniki z Nutellą, a na lunch chrupki.

Na obiadek baton i gofr zamiast pożywnej zupki.

Na drugie danie wybiera się do Maca.

Tam są już lody, ciastko czekoladowe i kawa.

Na deser owoce, najlepiej z sosem karmelowym.

Na kolację, polewka z chałwy, oblana z wierzchu musem owocowym.

Któregoś dnia, ktoś wytyka go palcem.

Śmieje się i boki zrywa, że wygląda jak kawał wieloryba.

Wyzywają go od grubasów, pedałów i innych zakałów.

Wraca do domu, modli się do Boga, przyrzeka sobie zmianę.

Od jutra: proteiny, ciemne pieczywo i kawał chudziutkiej wędliny.

Niech żyje jego wola!

Po trzydziestu minutach, jeszcze tego samego dnia, otwiera lodówkę.

Je kawałek tortu, cztery bezy i kremówkę.

Pomóż mu.





Ile?

Ile to jest ile?

Czy właśnie tyle ile jest ile?

Czy ile masz tego do zrobienia oznacza, że tyle czasu do przeznaczenia?

Ile to jest jeden kilometr, a ile jeden centymetr?

Ile to jeden kilogram, a ile masa księżyca?

Ile to jedna sekunda w Polsce, a ile sekunda w czarnej dziurze?

Ile pieniędzy chcesz zarabiać miesięcznie?

Ile razy popełnisz ten sam błąd w życiu jeszcze?

Ile osób kochałeś lub kochałaś w swoim całym życiu?

Ile lat zostało Ci w Twym ‘byciu’?

Ile to jest nieskończoność?

Ile to jest liczba PI?

Ile osób na świecie teraz się namiętnie całuje lub śpi?

Ile prawdy w wszystkim tkwi?

Metrolog zadziwiony spojrzał na mnie, jak na jakiegoś idiotę,

gdy zadałem mu te wszystkie pytania, bo miałem na to ochotę.





Binarny i szesnastkowy

W binarnym prąd kojąco płynie.

Fundament elektroniki, zapewne nigdy nie zginie.

W szesnastkowym , dane gibko fruną przez Internet.

Technologia, nanometry i Dolina Krzemowa.

Aż tu nagle, za lat kilka – systemu odmowa.

Długość wiązki światła UV wyniosła 10 nanometrów,

ile tak właściwie to jest kilometrów?

Tranzystor powstaje z kilkudziesięciu atomów,

jeszcze jakoś działa – zero negatywnych syndromów.

Kolejny ma już tylko pięć molekuł, taki malutki.

No i jest tu pewien problem drobniutki.

Rozchodzi się, rozwala, traci się niepojętnie.

A dane szlag trafia praktycznie doszczętnie.

Zdradzę Ci sekret, tylko nie mów nikomu.

Zasada nieoznaczoności atomu.

Nadchodzi fizyka kwantowa.

Jednak wciąż Heisenberg nam ją chowa.





Duch

Czarny lód.

Tuż za Tobą.

Tam przy ścianie.

Wciąż na strychu.

W głąb piwnicy.

Jest pod łóżkiem.

Czyha w kranie.

Spójrz na sufit.

Słuchaj ciszy.

Dotknij ślepo.

Gdzieś za oknem.

Lub zza kliszy.

Koszmar nocy.

Upiór dnia.

Nocny las iglastej kniei.

Czarnobylski mglisty kształt.

Mara nocna.

Postać z cienia.

W Twojej głowie.

Duch się chowie.

Będziesz się człowieku bał.

Twoją duszę będzie miał.



World of Warcraft

Gra massively multiplayer online role playing game,

Podobno na świecie uzyskała najwyższy tak zwany „fejm”.

Wtargnąłem więc do świata rpg – mmo,

gdzie też egzystuje dobro jak i zło.

Po pierwszej rozgrywce, czułem się jakbym zajrzał w szkło.

Po drugiej, było lepiej, zapomniałem o pracy.

Po trzeciej – wziąłem wolne na kolejny tydzień.

W dniu czwartym już nie wiedziałem kim są rodacy.

Inny świat – antypodyczny i aberracyjny.

Jednak jaki bezpruderyjny, bogaty i różnorodny.

Pełen bachusowego uniesienia.

Taki komputerowy orgazm, który spełnia pragnienia.

Dotarłem do międzynarodowej gildii,

gdzie z całej Europy zwołała się wewnątrz gry Komisja.

Wykonajmy zadania, zabijmy potwory - taka była wizja.

Gotowy do działania, przygotowałem krakersy i herbatę.

Po czym czarnego ekranu ujrzałem facjatę, a wtem napis:

„Błąd serwera – brak połączenia.”

Każda gra ma drugie dno.







Download this book for your ebook reader.
(Pages 1-19 show above.)